Weekend w trybie "piekarnik". Najpierw 39°C w cieniu, potem krajobraz po bitwie

 

Jeśli planowaliście na ten weekend grilla albo kocyk na plaży, to mam dla Was
dwie wiadomości. Dobrą: zmarznąć się nie da. Zła: w niedzielę wieczorem ten grill może Wam odfrunąć do sąsiada. Nadchodzi trzydniowy pogodowy rollercoaster, jakiego dawno u nas nie było.

Piątek na rozgrzewkę, sobota dla wytrwałych

Zaczynamy już w piątek. Słupki rtęci podskoczą do 33°C. W pełnym słońcu będzie to przypominać urlop w tropikach, ale to dopiero delikatny przedsmak.

W sobotę pogoda dorzuci do pieca i termometry pokażą 37°C. Wyjście na asfalt bez grubych podeszew może grozić wtopieniem się w chodnik. Klimatyzacja i wiatraki będą pracować na potrójnych obrotach, a zimna woda stanie się towarem luksusowym.

Niedzielny finał: 39°C i wielkie bum

Prawdziwe szaleństwo czeka nas jednak w niedzielę. 39 stopni w cieniu to już nie są żarty – to temperatura, przy której mózg paruje od samego patrzenia przez okno. Ale to nie koniec atrakcji. Tak gigantyczny upał to idealne paliwo dla chmur burzowych.

Gdy atmosfera w końcu nie wytrzyma, nad Polską przejdzie front burzowy z potężnymi ulewami. Połączenie tak ekstremalnego gorąca z nagłym deszczem oznacza jedno: uderzenie piorunów, gwałtowny wiatr i prawdopodobnie lokalne podtopienia.

Krótka rada z mojej strony: W piątek i sobotę po prostu przeżyjmy ten żar (dużo wody, zero zgrywania twardziela na słońcu). W niedzielę po południu zamknijcie okna, schowajcie kwiatki z balkonu i przygotujcie się na darmowy pokaz świateł i dźwięków za oknem. Z naturą nie wygrasz, więc lepiej przeczekać to w bezpiecznym miejscu.

Komentarze