Wszystko zaczęło się w Niemczech lat 30. Plan był prosty: stworzyć "samochód dla ludu" (Volkswagen). Ferdinand Porsche dostał zadanie zbudowania maszyny, która będzie tania, prosta w naprawie i wytrzymała na tyle, by przejechać przez cały kraj bez przegrzania silnika. Tak powstał charakterystyczny kształt, który przypominał ludziom chrząszcza (stąd nazwa Beetle lub nasz polski Garbus).
Wojna niemal zabiła ten projekt, bo fabryka zamiast aut rodzinnych, klepała wojskowe terenówki. Po 1945 roku Wolfsburg leżał w gruzach, a brytyjscy oficerowie, którzy przejęli nadzór, początkowo uważali, że ten dziwny, głośny samochód "nie spełnia podstawowych wymogów technicznych" i nikt go nie kupi. Jak bardzo się mylili.
Amerykański sen „Chrabąszcza”
Prawdziwy przełom nastąpił, gdy Garbus trafił do USA. W epoce wielkich, krążowników szos z ogromnymi silnikami V8, mały, terkoczący Volkswagen wydawał się żartem. Ale to był żart, który ludzie pokochali.
Ekonomia: Palił ułamek tego, co amerykańskie krążowniki.
Klimat: Stał się symbolem buntu przeciwko konsumpcjonizmowi. Wybierali go hipisi, artyści i studenci.
Marketing: Reklamy z hasłem „Think Small” (Myśl na małą skalę) przeszły do historii jako genialny przykład robienia z wady (małego rozmiaru) największej zalety.
Dlaczego był tak wyjątkowy?
Garbus miał duszę, bo był inny niż wszystkie auta:
Silnik z tyłu: Chłodzony powietrzem, więc nie było chłodnicy. Dzięki temu zimą nie zamarzała woda, a latem nic się nie gotowało.
Szczelność: Legenda głosiła, że Garbus tak dobrze trzymał powietrze, iż potrafił unosić się na wodzie przez dłuższą chwilę.
Dźwięk: Charakterystyczny „warkot” boksera rozpoznasz do dziś z odległości kilometra.
Smutne pożegnanie i wieczna młodość
Świat pędził jednak do przodu. W latach 70. Garbus był już przestarzały – głośny, mało bezpieczny i ciasny. Volkswagen musiał postawić na nowoczesnego Golfa, by przetrwać. Ale Garbus nie chciał zginąć. Produkcja przeniosła się do Meksyku i Brazylii, gdzie trwała aż do 2003 roku.
Kiedy ostatni egzemplarz (numer 21 529 464) zjeżdżał z taśmy w meksykańskim Puebla, żegnano go z kwiatami i muzyką mariachi. To nie był już tylko metal i guma – to był członek milionów rodzin.
___________________________
zródło zdjęcia :
wikimedia

Komentarze
Prześlij komentarz